Góry,  Travel

W góry bez kondycji

Dzisiaj piszę do tych, którzy chcieliby chodzić po górach – z jakichkolwiek powodów – ale nie mają kondycji. Góry są dla wszystkich. Oczywiście nie każda góra – niektóre niech lepiej poczekają. 

Ja nie mam kondycji. Kiedyś miałam. Gdybym wtedy zbierała punkty GOT prawdopodobnie miałabym kilka zestawów odznak. Ale nie zbierałam. A potem przestałam chodzić po górach. Jeszcze później przestałam się ruszać i oto jestem tu. Bez kondycji, z planem zdobycia Korony Gór Polski, pisząca dla Was – ludzi mi podobnych, ten artykuł.

Będę pisać o tym, jak sobie pomóc, żeby mimo braku kondycji, umęczyć się jak najmniej i wrócić bezpiecznie. Przygotowując ten artykuł myślałam o wszystkim tym, co psuje mi w górach humor. O tym, co mi przeszkadza, rozprasza, sprawia, że mi niewygodnie.

Jest ciężko, serce wali, tętno zawałowe, a potem taki widok…

PLECAK

Plecak i buty. Dwie najważniejsze rzeczy, które mogą zepsuć każdą wędrówkę.

Wiele wycieczek mogłoby być lepszymi, gdyby nie plecaki, które nosiłam na plecach. Tym razem, mając świadomość tego, że z plecakiem na plecach będę musiała spędzić tydzień, oraz swojej do plecaków niechęci, zdecydowałam się na zakupy. I się zakochałam. Nie od pierwszego ubrania, ale od pierwszej wycieczki. I potem, chociaż bolały mnie łydki, zrobiły się blazy na stopach, a ręce wysypało uczulenie na słońce – na plecak nie narzekałam ani razu. Plecy mnie nie bolały. Ramiona nie bolały. Plecy się nie pociły… Co zatem sprawiło, że plecak, który kupiłam się sprawdził??

WAGA! Plecak musi być solidny, ale im lżejszy, tym lepiej. Plecak powinien być na ciężary, a nie ciężarem.

SOLIDNY PAS BIODROWY! Coś wspaniałego. Porządny pas biodrowy pozwala nosić ciężar przez większość czasu na biodrach, co nie obciąża pleców. A biodra są do ciężarów przyzwyczajone od wieków – przynajmniej te kobiece. Po pierwszym dniu i trzydziestukilku tysiącach kroków trochę mnie bolały zapasy tłuszczu w okolicach korzonków, ale odrobina olejków i masażu pomogła. Miękkie i szerokie szelki też nie zaszkodziły.

I ostatnie, ale nie najmniej ważne – PLECY MUSZĄ ODDYCHAĆ!

BUTY

O konieczności posiadania dobranego obuwia trąbi każdy. Specjaliści, turyści, a nawet memiarze wklejający zdjęcia panienek idących w góry w klapkach lub szpilkach. Ale jakie obuwie to dobre obuwie?

Nie polecam adidasów. Są to buty mimo wszystko miękkie i ich podeszwa nie chroni podczas spacerów po kamieniach. Nie mówiąc już o tym, że mogą się ślizgać i spowodować kontuzję. Jedne z moich ulubionych – para Reebooków do biegów przełajowych – w górach nie sprawdzały się zupełnie. Podeszwa i stabilne umocowanie stopy w bucie, to moim zdaniem podstawa.

Znam ludzi, którzy chodzą w sandałach trekkingowych. Znam takich, którzy nie wyobrażają sobie iść w w góry z butach przed kostkę. Osobiście jeżeli tylko mogę wybieram buty pełne, ale niskie. Kompromis między bezpieczeństwem, wygodą i ograniczaniem wagi. Dawniej chodziłam w dość ciężkich butach za kostkę i zawsze przed końcem trasy miałam ochotę iść boso. W obecnych spokojnie mogę przechodzić cały dzień. Aczkolwiek po kilku dniach w nich na Przysłop pod Baranią Górą wchodziłam w klapkach z Action i musiałam sobie dokupić dodatkowe miękkie wkładki, żeby móc górskie buty ubrać ponownie i chodzić w nich cały dzień.

Klapki z Action i zapasowe zwykłe skarpetki – tak szłam ostatnie dwie godziny do schroniska Przysłop pod Baranią

To, o czym należy pamiętać, to żeby nigdy nie iść w nowych butach. I mieć ze sobą plastry, najlepiej specjalistyczne. Jeżeli nie chodzimy często, prawdopodobieństwo, że pojawią się pęcherze jest bardzo duże, a chodzenie z nimi – ciężkie. Dobrze dobrane skarpetki zmniejszają ryzyko. Osobiście chodzę tylko w specjalnych skarpetkach do chodzenia w góry – wzmocnionych w odpowiednich miejscach, grubszych w newralgicznych. Ostatnio, z powodów zdrowotnych, zaczęłam chodzić w podkolanówkach kompresyjnych i to jest absolutny game changer. Nogi męczą się o wiele mniej. Chociaż opalenizna pojawiająca się jedynie między podkolanówkami a spodenkami do pół uda może niektórych irytować 🙂

Wszystkie swoje skarpety kupuję w sklepie online nastopy.pl

WAGA

Waga – zwłaszcza kiedy nie ma się kondycji – to ważne kryterium nie tylko przy wyborze butów czy plecaka, ale każdego elementu wyposażenia. Ubrania funkcyjne i sportowe co do zasady ważą dużo mniej, niż na przykład bawełniane. Oraz szczęśliwie – przydają się w innych sytuacjach, więc stanowią sensowną inwestycję. Dobrym pomysłem jest rozejrzenie się po second handach i vinted. Można tam kupić tego typu odzież za dużo mniejsze pieniądze. Kupując buty i plecak, też warto zwrócić uwagę na ich ciężar.

Pakując się, zawsze staram się pomyśleć o wszystkich możliwych scenariuszach i nie pakować niczego zbędnego. Nie oszczędzam na wodzie, chyba że jestem absolutnie pewna, że będę mogła jej dolać po drodze. Niezależnie od wszystkiego biorę ze sobą zapasowe skarpetki i dwie foliówki oraz coś przeciwdeszczowego – cokolwiek.

Wkładając rzeczy do plecaka pilnuję, żeby najcięższe rzeczy były spakowane od strony pleców i niżej, a lżejsze bliżej przodu plecaka. Na biodrach ciężar nosi się najłatwiej. Również rozbierając się z wierzchnich warstw zamiast wrzucać je do plecaka powiększając jego ciężar, wiążę je w pasie.

SZLAK

Ważnym punktem przygotowań jest sprawdzenie szlaku. Na szczęście żyjemy w czasach, w których łatwo to możemy zrobić. Po pierwsze w mapach Google. Po drugie – w mapie turystycznej, w której po wprowadzeniu szlaku możemy sprawdzić jego profil przewyższeń. A po trzecie na blogach. Wpiszcie nazwę szczytu i dopiszcie blog i daję Wam słowo – ktoś już tam szedł i to opisał. To również świetny sposób na znalezienie inspiracji. Często wpisy blogowe zawierają opcje wejścia z opisem, czym się one różnią.

Na początek nie polecam ostrych i kamienistych zejść w drugiej połowie trasy. Kiedy jest się już zmęczonym łatwo o fałszywy krok, chwilowe puszczenie mięśni i tragedia gotowa. Skręcona kostka, obite kolano albo utrata kilku zębów – nie warto ryzykować. Sprawdzenie trasy przed wyjściem pomoże również w zaplanowaniu wycieczki. Dobrze sobie zaplanować jedną dłuższą przerwę i nie planować zejścia na ostatnią chwilę. Zostawcie sobie godzinę, a nawet dwie zapasu. Jeżeli wracacie komunikacją publiczną zaplanujcie zejście na przedostatni pociąg czy autobus, a nawet drugi od końca. Jeżeli nie starczy Wam czasu i siły na zejście na czas, będziecie mieć opcje.

Dobrze też, żeby było się gdzie schłodzić w gorący dzień, lub ogrzać w zimny. Dlatego nie zaszkodzi sprawdzić, gdzie płynie rzeka, stoi schronisko, jest las.

Bardzo przyjemny szlak na każdą porę roku opisałam we wpisie Najpiękniejsze hale Beskidu Śląskiego.

ODZIEŻ

Znacie to powiedzenie? Złej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy? Mi też przeszkadza. Oczywiście nie może być mi za zimno, bo wtedy wydatkuje niepotrzebnie energię, ale za ciepło? To mnie potrafi wykończyć. Dlatego idąc w góry ubieram się na przysłowiową cebulę. Od sportowej bokserki, przez merino, odzież funkcyjną, rozpinaną bluzę, polar, kurtkę. Zależnie od pogody, warstw może być sporo. Wszystkie jak najlżejsze i wszystkie naturalne lub funkcyjne. Golf bluzy musi mieć odpowiednią długość, nic nie może obcierać, uwierać, ciągnąć. I OK. Niektórym nie przeszkadza nic, bo mogą iść w każdych warunkach i w każdym stroju – ja nie. I nie widzę powodu, żeby się zmuszać, kiedy to ode mnie zależy co ubiorę.

Najczęściej mam na sobie bokserkę, na to bluzę w rozpinanym półgolfem [nie golfem, bo mnie dusi], na to bluza lub polar i kurtka [softshell]. Coś przeciwdeszczowego zawsze mam w plecaku. Dołem spodnie z odpinanymi nogawkami i ewentualnie getry pod spód.

SŁABE PUNKTY

W im gorszej jesteśmy kondycji, tym lepiej znać swoje słabe punkty i się zabezpieczyć. Im bardziej jesteśmy zmęczeni, tym bardziej przeszkadzać nam mogą drobnostki. Moim słabym punktem jest skóra. Uczulenie na słońce, szybko paląca się karnacja, skóra wrażliwa na jakiekolwiek tarcie. Dlatego w plecaku mam krem z filtrem, maść, plastry oraz własnoręcznie zrobione rękawki ochronne, które już niejeden raz ratowały mi ręce.

Innym czynnikiem, który odbiera mi chęć na cokolwiek – są okulary. Na płaskim i w odpowiednich warunkach pogodowych mogę je znieść, ale wystarczy słońce, deszcz, czy wilgoć – jak pot i trafia mnie szlag. Dlatego, chociaż okulary zawsze ze sobą biorę, na szlak idę w soczewkach, a na głowę zakładam czapkę z daszkiem, żeby nawet przeciwsłonecznych nie musieć nosić.

Moim zdaniem rozważenie swoich słabych punktów i tego jak zminimalizować ich negatywny wpływ może znacząco poprawić komfort wycieczki. Słabe, lub chore kolana? Proponuje łagodne zejścia, opaskę, kijki. Słabe kostki – wysokie buty. Łatwo marzniesz lub się rozgrzewasz – zdecydowanie strój na cebulkę i zwrócenie uwagi na warunki pogodowe.

Na pogodę zresztą polecam zwracać uwagę każdemu. Marsz w zimnie i deszczu wykończy nawet doświadczonego piechura. Całkiem akuratną pogodę znajdziecie na stronie Meteoblue. W mniej stabilnych warunkach nie zaszkodzi zerkać na strony śledzące burze.

WYPOSAŻENIE

Bukłak. Nowe odkrycie. Picie dostępne z rurki na ramieniu. Nie trzeba ściągać plecaka, czy wykręcać sobie ramion żeby wyjąć butelkę z wodą. Odtykam rurkę i jest. Dodatkowo bukłaki są lekkie i całkiem niedrogie.

Mapa. Call me old fashioned, ale mapa papierowa musi być. Internet jest albo go nie ma, aplikacje działają, albo nie, a w mapę zajrzeć można zawsze. Jeżeli wiem gdzie idę, nie dźwigam całej mapy, ale robię sobie wydruk. Jedna kartka dużo nie waży. Oczywiście trzymam ją w strunowym woreczku.

Power bank. Nie musi być duży, nie musi być ciężki, ale fajnie jakby był. Ile razy ratował mnie kiedy na resztkach baterii potrzebowałam znaleźć miejsce do zjedzenia, czy kupić bilet na intercity na dworcu, na którym kasy nie uświadczył – nie zliczę. Nie mówiąc już o tym, że może się pojawić konieczność wezwania pomocy.

Zapasowe skarpetki i jednorazowe siateczki. Zapasowe skarpetki to must have w górach. Ponownie – nie raz się przydały, a chodzenie w mokrych to absolutnie nic przyjemnego. A co jeśli buty przemokły? Wtedy przydają się jednorazówki – ubieram suchą skarpetkę, na to jednorazówkę i na to skarpetkę mokrą. Jest ciepło i sucho, stopa się nie poci przesadnie bo ma na sobie skarpetkę, a siatka zabezpieczona jest przed rozdarciem skarpetką mokrą. Spokojnie można tak chodzić dłuższy czas. Nie zapomnijcie wsadzić zapasowych skarpetek do woreczka – coby nie zamokły.

Słońce jest naszym przyjacielem, ale nie zawsze. Poparzenie słoneczne, czy oślepiające promienie słońca mogą nieźle umęczyć, przynajmniej mnie. Dlatego daszek – sam lub czapki, okulary przeciwsłoneczne i krem z filtrem zawsze są ze mną w górach. Osobiście wybieram czapkę, ponieważ skóra głowy, przez rzadkie blond włosy pali się elegancko, ale każdemu co woli.

Utrzymanie ciepła jest ważne, a w sytuacjach kryzysowych – bardzo ważne. Dlatego po pierwsze warto zadbać o odpowiednie ubranie – moja preferencja „na cebulkę”, a po drugie zabrać ze sobą lekką i tanią folię NRC. Moim faworytem są ubrania funkcyjne z wełny [lub z wełną] merino.

Czekolada, powerbar, orzechy – dużo kalorii w małej formie to dobre zabezpieczenie na wypadek przedwczesnego braku energii spowodowanego wyziębieniem, czy zbyt długą trasą.