3 błędy, których nie popełniłam ponownie. I jeden nowy. Green Velo v. R10
Kilka lat temu pojechałam z mamą na rowerowe wakacje trasą Green Velo. Wpisy z tych wakacji podlinkuję Wam poniżej. W czasie tych wakacji popełniłyśmy kilka błędów i skończyło się dość boleśnie. Nie dość, że skończyłyśmy wcześniej, to jeszcze dla mnie zakończyły się te wakacje zaciągniętą rzepką, bólem i ponadrywanym czworobocznym.
Żeby wybrać się na dłuższą wyprawę rowerową ponownie, musiałam zrobić trochę roboty. Przede wszystkim dowiedzieć się, dlaczego tak mnie bolą dłonie podczas jazdy na rowerze. Po drugie, należało zidentyfikować popełnione podczas wyprawy Green Velo błędy. I starać się ich nie powtórzyć.
Zapraszam na krótki wpis o błędach, które popełniłam podczas wyprawy Green Velo, a których ustrzegłam się podczas kolejnej wyprawy.
1. ZA DUŻO, ZA SZYBKO
Wyruszając na Green Velo nie miałyśmy założonego dziennego limitu kilometrów. Faktem jest, że nie znając trasy ani dróg i tak nie byłybyśmy w stanie zrobić planu, który dałoby się utrzymać. Były dni, kiedy bez problemu robiłyśmy ponad sto kilometrów. Były też takie, kiedy dojeżdżałyśmy na nocleg wykończone po czterdziestu. Jak się okazało, biorąc pod uwagę nasze przygotowanie [moje – nie czarujmy się – mama zniesie wszystko] pojechałyśmy za ambitnie. Dłuższe odcinki, były ewidentnie za długie, tempo za mocne i skończyło się to źle.

Jadąc R10 przybrałam zupełnie inną strategię. Krótsze odcinki, mniej czasu w siodełku, tempo – bez wysiłkowe. Pamiętając moją zaciągniętą rzepkę [co jak słyszałam, lubi się powtarzać] zrzucałam przerzutkę jak tylko czułam pod stopą opór. Dzięki temu, po pierwsze – wypróbowałam wszystkie przełożenia mojego nowego roweru [może poza najniższymi dwoma], a po drugie – wróciłam bez kontuzji.
Wszystkie artykuły z naszej wycieczki po Green Velo znajdziecie TUTAJ
2. ŹLE DOBRANY ROWER
Nie zrozumcie mnie źle – uwielbiam mojego Musinga. Był ze mną dwadzieścia lat i nigdy nie sprawiał żadnych problemów. Nie zmienia to faktu, że sportowo skonfigurowany góral nie jest rowerem na długie dystanse i wielodniowe wycieczki. Konieczność trzymania głowy odchylonej ciągle do tyłu tak mi zabetonowała kark, że nawet nie zorientowałam się, kiedy naderwałam mięśnie. Co akurat, według fizjoterapeuty, było dobre – podobno takie naderwanie jest dość bolesne. Kark puścił mi, z pomocą zabiegów, jakiś miesiąc po powrocie.
Na R10 pojechałam nowym rowerem – crossem, który pozwala na bardziej wyprostowaną pozycję i nie wymaga ciągłego odchylania głowy. Oczywiście i na takim rowerze można sobie zrobić krzywdę, ale wystarczyło pamiętać o tym, żeby nie wysuwać głowy do przodu i nie zapadać się w barkach i niebezpieczeństwo zażegnane.
3. BRAK SMARU
Na Green Velo nie miałyśmy tego drobiazgu i skończyło się smarowaniem łańcucha olejem rzepakowym sprezentowanym przez jednego z naszych gospodarzy. Nie mówię, że nie podziałało, ale nie powiem też, co miał do powiedzenia na ten temat serwisant, do którego oddałam rower po powrocie.
Wiedząc, że mamy przez sobą piach, może deszcze, tym razem wyposażyłam się w zestaw do czyszczenia łańcucha i smar. Nie wiem co zrobiłam nie tak, być może po prostu rower był zbyt ubrudzony, ale zestaw pomógł średnio. Niemniej jednak bez smaru, pewnie byśmy nie dojechali do końca. A tak dojechaliśmy – tylko lekko skrzypiąc.

JEDEN GŁUPI NOWY BŁĄD
Starając się ustrzec ponownego popełnienia tych samych błędów, nie ustrzegłam się przed popełnieniem nowych, chociaż nie było ich wiele. Najbardziej bolesny, zwłaszcza, że głupi, był błąd pojechania na wielodniową wycieczkę na nowym, nie sprawdzonym siodełku. Możecie mi wierzyć, że żałowałam tej decyzji codziennie już od drugiego dnia, a siodełko wkrótce po powrocie zostało wymienione.
Na tym kończy się moja spowiedź. Cztery błędy – jedne mniej dotkliwe, inne bardziej. Mam dużą nadzieję, że przy odrobinie pomyślunku nie tylko nie będę powtarzać błędów z listy, ale również nie będę do niej dokładać nowych.
Jeżeli macie własne historie, własne błędy, przed którymi chcielibyście ostrzec innych rowerzystów, którzy być może planują, swoją pierwszą wielodniową wycieczkę – zapraszam do komentarzy.


